Ostatnio "zwiedzam":

28 grudnia 2018

Czy rower może zastąpić samochód? Nie.

Nie musicie dziękować, że już w tytule zawarłem treść artykułu. Poniżej rozwinięcie na podstawie moich obyczajów komunikacyjnych w minionym 2018 roku.

Wstęp - kilometraż wycieczek rowerowych w 2018 roku

W minionym roku na dwóch kółkach przejechałem jakieś 1700 km. Wiem, że dla sportowców to jakaś żenująca wartość, dla mnie jednak nie. Przecież to jest średnio 4 km dziennie. U mnie to się zgadza bo na rower wsiadałem prawie 200 razy. Średnio wychodzi po 8 km co drugi dzień. Najdłuższa wycieczka liczyła jakieś 70 km (Oliwa-Wyspa Sobieszewska-Przekop Wisły-Oliwa) i wróciłem z niej niemal wypoczęty. Co innego z wycieczką z Oliwy do Wejherowa. Tu niechcący zmordowałem się i musiałem zmienić trasę na mniej ambitną. 

Rowerowe wycieczki w 2017 roku
Rowerowe wycieczki w 2018 roku
Kilometraż uznaję za wyjątkowo udany bo w trakcie tego roku nie było niczego co można by nazwać "wyprawą". W 2016 było #GreenVelo (900 z 1400 przejechanych w tamtym roku kilometrów!). Teraz nic takiego. Na majówkę zabraliśmy wprawdzie rowery, ale jeździliśmy co drugi dzień i tylko lokalnie. Na wakacjach, na które dojechaliśmy autem, wypożyczyliśmy wprawdzie rowery "Usedomrad", ale trudno za "wyprawy" uznawać wycieczki nad morze. Dlatego te 1700 km nabiłem jeżdżąc rowerem głównie na co dzień. Na spotkanie, do urzędu, do pracy, na zakupy, sprawdzić coś, zrobić zdjęcie. Do tych wszystkich celów świetnie nadawał się rower.

Nowe zastosowania roweru w 2018 roku

W zeszłych latach rowerem jeździłem bardziej w celach turystyczno-rekreacyjnych. Objeżdżałem szlaki w lasach TPK, zwiedzałem Trójmiasto. Wymieniać mógłbym długo. Rower w tym roku zaczął mi służyć jako zupełnie inne urządzenie. 

Rower nie był moją rekreacyjną zabawką.
Rower był moim środkiem sprawnej komunikacji.

Rower nie zastąpi samochodu

Rower nie zastąpił mi samochodu. W niektórych sytuacjach był na przegranej pozycji. Rowerem nie podwiozłem rodziców do przychodni, nie pojechałem też rowerem odebrać taty ze szpitala. Gdy skoro świt żona dzwoniła, że znowu mamy awarię trakcji #gait #codzinneszkalowanieGAIT to na przystanek nie podjechałem rowerem. Rowerem nie pojechaliśmy też na wakacje, ani na majówkę. Nie dało się też skorzystać z rowerów gdy jechaliśmy 200 km na pogrzeb. Wielkanocny "spacer" rodzinny odbył się dzięki pomocy samochodu. Na wigilię mimo żałosnego dystansu też podjechaliśmy autem a nie rowerem. 

...ale w kilku przypadkach może zastąpić

Dla mnie to też jest zaskoczenie, ale rower świetnie zastąpił mi auto w codziennych zakupach. Wygoda porównywalna z zakupami samochodowymi, a do tego dochodzi  jeszcze frajda wiatru w oczach! Zakupy świetnie się robi ładując je do sakw rowerowych (koniecznie z paskiem na ramię). Serio, sakwy to podstawa! Haczykami przypinamy ją do bagażnika i jedziemy. Przy sklepie odpinamy i zarzucamy na ramię. Najlepsze jest to, że obładowany rower oznacza mniej obładowany kręgosłup. Dwie do pełna załadowane sakwy wiozło się całkiem normalnie. Kręgosłup odpoczywał. Chodzenie z zakupami i ciężkimi torbami skutecznie zniechęca mnie do pieszych wypadów na zakupy.
Sakwa Crosso zmieściła nawet choinkę. Na co dzień niewygodna, ale za to pojemna. 
Sakwy Ortlieba są bardzo wygodne do codziennych spraw.
Kolejna zaleta to darmowe parkowanie. Właśnie dla tego w marcu na szpitalne odwiedziny jeździłem rowerem. Nie zawsze, czasem samochodem - tyle, że jadąc autem człowiek kombinował by być w godzinach darmowego parkowania. Rowerem tego problemu nie było.


Rower zastąpić może nogi oraz źle działającą komunikację

W zasadzie to rower bardziej zastąpił mi... nogi. Nawet do sklepów położonych kilkaset metrów od domu uwielbiam jechać rowerem. To jest przecież 3 razy szybciej! Na pocztę, do marketu na drugim końcu dzielnicy okazało się, że można dotrzeć wygodnie i szybko. Kawka u lokalnych znajomych? Rowerem szybciej. "Stratna" na mnie jest komunikacja. Rower jest pewniejszym środkiem komunikacji niż awaryjne gdańskie autobusy i tramwaje. Świetnie to sprawdziła żona dojeżdżając do pracy w trakcie akcji Rowerowy Maj. Trasę Oliwa-Morena pokonywała rowerem niemal zawsze w 35 minut, a komunikacją miejską zajmowało to także 35 minut, ale do tego należało doliczyć kilka minut na dojście na przystanek. To jest ta różnica - rower jest środkiem komunikacji drzwi-drzwi.

Infrastruktura musi być i w większości już jest

Aby z roweru korzystać na co dzień musimy mieć jakieś infrastrukturalne minimum. Muszą być drogi rowerowe przy głównych drogach, muszą być stojaki rowerowe. Taka nowa droga rowerowa na prawdę się opłaca. To dużo tańsze od nowej dwupasmowej ulicy. Przy czym jesteśmy szczęśliwcami bo po Gdańsku jeździ się na prawdę dobrze. Jako mieszkaniec Oliwy nie mam wielu powodów do narzekań. W każdą stronę mam wygodne drogi rowerowe. Pojawiły się też podpórki przy światłach. Co raz lepiej jeździ się też po lokalnych, uspokojonych uliczkach. Powodów do narzekań oczywiście też jest kilka, ale jest nadzieja, że buble zostaną z biegiem lata naprawione. Są to niepotrzebne zmiany stron jezdni, niewygodne przejazdy przez jezdnie, brukowane drogi, parkujące nielegalnie samochody. Zaparkować rowerem w Gdańsku można prawie wszędzie. Kilka razy w roku byłem na jakiś wykładach na Głównym Mieście. Gdzie parkowałem? Na samej Długiej, przed samym wejściem. Czy da się wygodniej?

Da się wygodniej dotrzeć na Długą?
W Sopocie już trzeba kombinować i przypinać się do jakiś trzepaków. No i kolejna sprawa to to, że takie wygodne stojaki lub rowerownia powinny być pod domem. To już kwestia dogadania się ze wspólnotą lub spółdzielnią. Nie jest to duży koszt. Nieporównywalnie tańszy do zrobienia miejsca parkingowego dla auta. Bezpieczne miejsce gdzie można przechowywać rowery to podstawa. Kto wie, może to jest właśnie powodem, że w tym roku tak często korzystałem z roweru. Odpadało wchodzenie na strych lub do piwnicy. Odpadało kolejne otwieranie kolejnych drzwi. 

Ochrona przed złodziejami

W tej kwestii stosuje kilka rodzajów zabezpieczeń. Oczywiście U-lock, ale ja polecam zwłaszcza kleszcze zaciskające tylne koło. Na rowerze mającym zaciśnięte kleszcze nie da się pojechać. Jedyne zagrożenie to złodziej, który weźmie nasz rower na plecy i ucieknie z nim np. do samochodu. Zabezpieczenie to jest niesamowicie wygodne przy np. zakupach na rynku. Kluczykiem blokujemy rower i idziemy na zakupy. Wracając wygodnie przekręcamy kluczyć i już. 


Klimat nie pozwala na korzystanie z roweru gdy jest zimno (mówią wszyscy)


No i tu też moje zaskoczenie bo z jazdą rowerem jest podobnie jak z chodzeniem "piechotą" (masło maślane). Do każdej pogody trzeba się przystosować. Nie ma złej pogody - jest tylko złe ubranie. Rower nie wymaga specjalistycznej odzieży. Wystarczy ochrona rąk przed zimnem, ciepłe buty i już. Warto mieć też czapkę, komin lub opaskę. Nie trzeba mieć jakiś obcisłych spodni, googli ani innych cudów. Do amatorskiej jazdy po mieście moim zdaniem nie trzeba. Jakoś nie widzę siebie w czymś co kojarzę z filmu z 1981 roku "Kapusniaczek". Już prędzej w stroju tych gości po bokach.

W kwestii klimatu rower nie zastąpi wygody jazdy ogrzewanym samochodem. Wydaje mi się jednak normalniejszym jazda w odpowiednim ubraniu rowerem, niż życie bez ubrań zimowych w stylu: 
"mieszkanie - winda - parking podziemny w domu - samochód - parking podziemny w pracy - praca - parking podziemny w pracy - samochód - parking w galerii handlowej - samochód - parking podziemny w domu - winda dom".

Tyle spostrzeżeń. Dziękuję za przeczytanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz.

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...