3 stycznia 2017

Green Velo - 3 dzień jazdy podczas którego zobaczyliśmy Zamość

Wpis jest częścią opisu naszego wakacyjnego szlaku. Cała trasa i ogólne spojrzenie można znaleźć tu a fajną interaktywną mapkę z naszymi zdjęciami z trasy tu.

Dziś podobno wyszło ponad 74 km. Nasz kolejny życiowy rekord choć o rekordy zupełnie nam nie chodzi. Tempo z żółwiego ociera się o ślimacze. 

Po trzech nocach w Sochach czas było jechać dalej. Plan był taki, że mimo położenia poza szlakiem trzeba zobaczyć Zamość. Green Velo to nie jest żaden mus i tabliczki nie będą nam rozkazywać co mamy zobaczyć a co nie. 

Przejechaliśmy przez centrum Zwierzyńca z ratuszem. Słyszeliśmy, że w tym mieście jest rynek. No i go zobaczyliśmy. Nie warto...
Rynek w Zwierzyńcu


Potem na skraju miasta mijaliśmy zalew Rutki i dalej jechaliśmy fajną ścieżką koło bardzo piaskowej drogi. Potem lekko pod górę przez Kosobudy. Tam była fajna wiata z popielicami. Droga wiodła niestety dość ruchliwą drogą, dlatego za Kosobudami odbiliśmy na północ i była to dobra decyzja. Mimo że dwa razy trzeba było zejść z roweru z racji na piaski, to jednak widoki były wyjątkowe.  


Przejeżdżając przez Wychody czułem się jakbym przejeżdżał przez inny świat. Krajobraz był księżycowy, przed nami rozpościerał się jakby podłużny wał. Do tego po dziurawej drodze pnącej się pod górkę widać było rozklekotany autobus miejski.

Wychody pod Zamościem - księżycowy krajobraz

Potem widzieliśmy rezerwat z kurhanami Hubale.
Kurhany - Hubale
Zbliżaliśmy się do Zamościa. Tu zawiodły mnie mapy oparte na Open Street Maps. Myślałem by jechać wzdłuż rzeczki Topornica, ale niestety droga okazała się być krzakami. Było trzeba cofnąć i jechać wzdłuż głośnej ruchliwej drogi. Była tam ścieżka rowerowa, ale jeśli takie mają być drogi rowerowe to wolę już jeździć razem z Tirami po krajówce. Polbruk który po latach stał się zbiorem progów zwalniających. Do tego hałas.

Centrum Zamościa piękne.


Jak na pocztówkach. Dosłownie. Potem nawet innym mówiliśmy, że Zamość jest po prostu taki jak na pocztówkach. Renesans jak się patrzy. Na rynku dobrze zjedliśmy (pamiętam piróg biłgorajski!), odpoczęliśmy i pojechaliśmy dalej. 

Wyjazd z Zamościa okazał się dużo lepszy niż wjazd. Za ostatnim osiedlem krajobraz zmienił się na wiejski i rolniczy.


Okolice Zamościa
Jechało się przyjemnie, choć było trochę gimnastyki z mapą i polnymi drogami. Owa polna droga się niestety skończyła, ale przecięliśmy drogę krajową i lokalnymi drogami dość szybko trafiliśmy do przedmieść Szczebrzeszyna, czyli Klemensowa. Tam znowu dobrze zjedliśmy w restauracji w budynku dawnej dyrekcji cukrowni. Ten budynek jest pięknie odbudowany. Dopiero tu wróciliśmy do oficjalnego szlaku Green Velo.

Po kolejnym jedzeniu jechaliśmy przez jeden z najładniejszych odcinków na naszej całej trasie. Po pierwszy zboczyliśmy lekko z trasy (mapy! to podstawa, nie było żadnego drogowskazu) do Michalowa. Znajduje się tam piękny pałac, który ciągle czeka na lepsze czasy. Ruiny i park wokół robią wrażenie. Grzech ominąć to miejsce!


Dalej zaczęła się przyroda! Po pierwsze wszędzie był jakiś "dziwny rzepak".


Myśleliśmy, dzwoniliśmy po rodzinie z pytaniami i głowiliśmy się co to jest. Tu muszę się pochwalić, że moje przypuszczenie okazały się trafne. Był to tytoń! W szkole z przedmiotów przyrodniczych zawsze byłem słaby, tu w końcu mi się udało. Był on wszędzie! Do tego przy każdym gospodarstwie drewniane suszarnie i co pewien czas rolnicy, którzy przy nim pracują. 

Mijaliśmy malownicze wiejskie okolice i do tego zalew na Wieprzy, który widzieliśmy z góry, z zakrętu i z wyspy. Krajobrazowo, wg mnie, to jeden z ciekawszych rejonów w całej wschodniej Polsce. Na wyspie nad zalewem w Kulikowie znajduje się też bardzo fajny MoR (Miejsce odpoczynku rowerzystów) z wieżą widokową.


Spaliśmy w domku we wsi Nawóz. Między uprawami tytoniu i z ogródkiem z królikami i długimi rzędami malin, którymi mogliśmy się objadać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za każdy komentarz dziękuję.

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...