9 września 2016

Green Velo, czyli rowerem przez Polską ścianę Wschodnią

Marzenia się spełniają. Zawsze chciałem zwiedzić wschodnie tereny Rzeczpospolitej. Wiedziałem też, że najlepiej będzie to zrobić na rowerze. Rok temu zaczęło być głośno o Green Velo (a również o Green Failo), także to był kolejny bodziec to podjęcia ostatecznej decyzji. Trzeba tu jeszcze dodać najważniejsze. Mam prawdziwy skarb w postaci Żony, która zechciała pokonać ze mną ponad 900 km. Nie każdemu takie coś się udaje. No i w końcu jesteśmy już po.

W tym wpisie nie będę opisywał po kolei trasy. Ograniczę się do spostrzeżeń i kilku podsumowań.

Dystans

Green Velo - trasa z wakacji
Trasa naszego wyjazdu + łącznik łowicki. Startowaliśmy od Tarnobrzega i jechaliśmy na Białystok.

Profil Trasy
Profil trasy. Łagodniej niż nad morzem w Trójmieście, ale nie myślcie, że było płasko.

16 lipca 2016

Powodzie wczoraj i dziś

Przy okazji ostatnich sztormów pojawiły się w mediach informacje o kolejnej powodzi w Gdańsku. Czy rzeczywiście Gdańsk jest narażony na powodzie? Czego powinniśmy się bać? Czy zimowych zatorów na Wiśle, czy gwałtownych ulew, czy też morskich sztormów? Przyjrzyjmy się temu problemowi.

Dawniej Gdańszczanie obawiali się zbierającej wody całej Rzeczpospolitej Wisły. Ujście dawnej Wisły nie wyglądało tak jak dzisiaj. Gdańsk został założony w miejscu ujścia Motławy do Wisły. A więc nad samą rzeką. Wielka woda z całej Polski nie płynęła na wprost Przekopem do Bałtyku, ale zakręcała ostro w lewo by dopłynąć do samego Gdańska. Taka sytuacja miała miejsce aż do XIX wieku.

Cyfrą 1 oznaczono dawną siedzibę książęcą.

  

5 lipca 2016

Banały o rozwoju miasta - część druga o płotach i dezurbanizacji

Przyznam się Wam, że jakieś 3-5 lat temu zacząłem zupełnie inaczej postrzegać miasto. Kiedyś tylko w nim żyłem i pracowałem. Teraz także mi na nim zależy. I nie jest to wcale przyjemne uczucie. Przepełnione jest codziennym bólem nad przestrzenią, nad planowaniem, nad wizją urzędników. Boli także przedzieranie się przez mózgi społeczeństwa, które oczekuje prostych i wygodnych rozwiązań. 

Poniżej przedstawiam banały których większość niestety nie chce przyjąć do siebie. Pierwsza część była jakiś czas temu. Dzisiaj czas na część drugą.

  • Grodzenia osiedli są złe

Grodzenia osiedli w Polsce to prawdziwa plaga. Jak bardzo są szkodliwe, przekonał się każdy kto chciał iść na spontaniczny spacer po nowo wybudowanym osiedlu i skończył on się spacerem wzdłuż siatki ogrodzenia. Także ten, który z daleka widział cel swojej podróży, ale wcześniej musiał rozwiązać labirynt w terenie: "Którędy do wejścia?". 
Ale nie zawsze płot wokół budynku jest zły. Grodzenie ma sens przede wszystkim na wsi. Wówczas zabezpieczamy nasz żywy inwentarz przed ucieczką z podwórka. Zwierzęta nie zrozumieją tabliczki: "Nie wybiegać na jezdnię!", "Nie leżeć na chodniku" - trzeba im tę przestrzeń odpowiednio zorganizować. W więzieniu też nie wystarczy tabliczka "Zakaz opuszczania celi". Muszą być kraty i strażnice wojskowe. Niestety nasze miasta coraz bardziej przypominają wybiegi dla dzikich zwierząt lub więzienia ze strażnicami.

Płotoza na Grunwaldzkiej
Płot postawiony "na wypadek gdyby blok chciał uciec z działki".

9 maja 2016

Rowerowa majówka w Chmielnie - 9 spostrzeżeń

Trójmiasto sąsiaduje z Kaszubami! To wielki atut naszych miast. Wystarczy wsiąść w kolej by już za godzinę wypoczywać nad jeziorami Pojezierza. 

W ostatnia majówkę wybraliśmy się do Chmielna. Ale żeby nie było zbyt leniwie to była to wycieczka rowerowa. Jako, że majówka to okres wzmożonego ruchu turystycznego to staraliśmy się oszukać tłum i wyjechaliśmy jak najraniej się dało. Dzięki temu spokojnie daliśmy radę upchnąć nasze rowery do pociągu.

I tak pierwszego dnia zajechaliśmy do Kartuz skąd na około dojechaliśmy do Chmielna (endomodo link). Drugiego dnia jeździliśmy po Lasach Mirachowskich (link), a trzeciego dnia wracaliśmy na rowerach do Gdańska (link). Droga powrotna jak wiadomo była z górki, także 10 kilometrów więcej nie było takim znowu bólem.

Zamiast opisów co kiedy jedliśmy i co robiliśmy kilka spostrzeżeń z tych 3 dni na rowerze:

1. Nie wierz bezgranicznie kierowcom autokarów w kwestii jedzenia. Dużo nie zawsze oznacza smacznie. Obiad w restauracji Krzewi Róg był dobry, ale nie na tyle, żeby wychwalać go pod niebiosa. Chętniej wracaliśmy do Checzy u Kaszebe w Chmielnie. 

2. Poziomice na mapach to podstawa planowania wycieczki.
Drugiego dnia zlekceważyłem poziomice i miałem za swoje. 40 kilometrów po płaskim i 40 km po pagórkach robią różnice. Widoki piękne, ale po 30 kilometrach rower jakby przestał jechać.

Wysokości wahały się od 156 metrów do 256 (niebieski wykres)


3. Ruch samochodowy wzrósł do granic tolerancji. Aby wycieczka rowerowa była przyjemnością trzeba się nieźle nagimnastykować by znaleźć wygodne, ciche, niezatłoczone drogi. Takimi drogami, które zaskoczyły mnie szczególnie były:
- odcinek Smołdzino - Żukowo
Smołdzino-Elżbietowo
Odcinek Smołdzino-Żukowo na mapie wydawał się być lokalną, mało uczęszczaną drogą. Okazało się że aut jest tam całkiem sporo.

- odcinek Rębiechowo - Pręgowo - Żukowo
Droga Żukowo - Pępowo
Droga Żukowo-Pępowo. Na mapie mała, cienka, lokalna droga. W rzeczywistości śródmiejska (śródwiejska!) zatłoczona trasa, która z wąską asfaltówką niewiele ma wspólnego. Droga rowerowa za Pępowem znika.

4. Kaszuby to taki Bornholm, ale samochodów jest 5 razy więcej.

Piękne krajobrazy, dużo wody. Ciekawa przyroda, interesujące wsie. Niezła infrastruktura (hotele, noclegi, restauracje). Jednym słowem idealne miejsce na wycieczkę rowerową. Jedno ale to liczba aut, których jest po prostu za dużo.

Ręboszewo - komercyjny wiatrak widokowy

5. Stolicą Kaszub z pewnością nie jest Gdańsk.

Widać to choćby w restauracjach.  W Chmielnie, Ostrzycach, Garczu i Kartuzach wszędzie gdzie byliśmy, w menu był dział kuchnia/dania regionalne. Gdy zbliżaliśmy się do Gdańska ten fragment karty dań znikał. W Żukowie już go nie było a co dopiero w Gdańsku.

Gdańsk stolicą Kaszub_ Kartuzy stolicą Kaszub (a nie Gduńc!)

Gdańsk czy Kartuzy są stolicą Kaszub? Oba miasta się tym chwalą. Moim zdaniem do kaszubskości dużo bliżej Kartuzom. Pisałem o tym więcej w tym wpisie.

6. Na rowerze zawsze wieje.
To już wiedziałem, ale teraz tylko się w tym utwierdziłem.

7. Wiatrak komercyjny 
Czego to ludzie nie wymyślą? W Ręboszewie w pięknym punkcie widokowym pobudowano wiatrak. Z młynarstwem niewiele ma on jednak wspólnego. Poza wyglądem. W środku mieści się bar oraz apartament do wynajęcia. Sprytny i ciekawy pomysł. Wygląda też interesująco i z pewnością przykuwa swoją uwagę.

Ręboszewo - komercyjny wiatrak widokowy

8. Wolę Chmielno od Ostrzyc. 
Ale to moje osobiste zdanie. W Chmielnie jest po prostu ciszej.

9.Przedmieścia Gdańska przerażają.
Pępowo, Banino to już nie są wsie ale "wsiomiasta". Chaotycznie domki z katalogów wysypane z worka dewelopera. Urbanistyczna porażka.
Banino
Miejskie aspiracje i pole za miedzą.
Dziękuję. Polecam.

29 kwietnia 2016

Banały o rozwoju miasta, w które niestety mało kto wierzy - część pierwsza: "Dwupasmówki, piesi i chodniki"

Przyznam się Wam, że jakieś 3-5 lat temu zacząłem zupełnie inaczej postrzegać miasto. Kiedyś tylko w nim żyłem i pracowałem. Teraz także mi na nim zależy. I nie jest to wcale przyjemne uczucie. Przepełnione jest codziennym bólem nad przestrzenią, nad planowaniem, nad wizją urzędników. Boli także przedzieranie się przez mózgi społeczeństwa, które oczekuje prostych i wygodnych rozwiązań. 

Poniżej przedstawiam banały których większość niestety nie chce przyjąć do siebie. Dzisiaj tylko część pierwsza. Niestety takich banałów mam jeszcze długą listę.

Pierwszy banał:
  • Szerokie, wygodne jezdnie idące przez centra miast niszczą miasto
  • Podwale Przedmiejskie
    Podwale Przedmiejskie jest przyjazne samochodom, ale nie mieszkańcom.

"Działaczowanie"

Trójmiasto jest pełne zmian! W ostatnich miesiącach bawiłem się w "działaczowanie". Dla dobra podwórka, dzielnicy i miasta. Za mną wiele spotkań w sprawie zagospodarowania podwórek, w sprawach nurtujących dzielnicę (parkowanie w Oliwie) oraz spotkanie w sprawie kierunków polityki miasta (Droga Zielona w Gdańsku).

Parę spostrzeżeń:

1. W planowaniu przestrzeni trudno o kompromis. Niestety jest on niezbędny, jeśli chcemy cokolwiek pchnąć do przodu. Bardzo smutne jest to, że nieraz wiemy, że strona przeciwna nie ma racji. To boli i to bardzo. Próbujemy przekonać, a tam ciągle te same 3 argumenty. Planujemy, spotykamy się, dyskutujemy nad krokiem w przód, a w efekcie wychodzi nam... krok w bok. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że przyszłe pokolenia zrozumieją nasze błędy i je naprawią.

2. Pierwszy raz w życiu zbierałem podpisy pod jakąś petycją i pierwszy raz jakieś stowarzyszenie zaproponowało mi wstąpienie do ich szeregów. Dziękuję! Czuję się "doceniony". Jeśli obowiązki pozwolą to chętnie wspomogę FRAG-owców. Póki co mam co robić.
Tą petycją był projekt budowy przejścia dla pieszych na nowo budowanym skrzyżowaniu. Inwestorem jest Olivia Business Centre, ale po czasie okazało się, że potrzeb pieszych nieuwzględniono. Sygnalizacja świetlna będzie, ale tylko dla samochodów. Piesi nie zyskają nawet wzbudzanego przejścia dla pieszych. 

Dla kierowcy nowe skrzyżowanie (które i tak powstanie) oznaczać będzie ok. 30 sekund oczekiwania na światło zielone. W tym czasie piesi nie będą mogli tędy przejść, tylko będą musieli iść 200 metrów do kolejnego przejścia dla pieszych. Dla kierowców 200 metrów to bardzo mało. A proszę sobie wyobrazić co by było gdyby w tym miejscu wyznaczyć 2 minutowy objazd. Ile byłoby protestów, narzekań. A piesi? Piesi na co dzień mają takie objazdy. Zamiast iść najkrótszą drogą muszą 2 minuty w hałasie nadkładać drogi. To wszystko nie w wyciszonej, klimatyzowanej przestrzeni auta, ale w smrodzie spalin i przy dźwięku przypominającym włączony odkurzacz. 
Chodzi o zasadę - dla kogo jest miasto? Dla kogo je budujemy? Dla ludzi czy dla samochodów?

Czy chciałaby Pani/Pan by powstało tu nowe przejście dla pieszych?

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...