Ostatnio "zwiedzam":

4 lipca 2018

Szlakiem 10 ulic Gdańska, które mieszkańcy chcieliby zmienić

Zgłosiłem oliwską uliczkę do plebiscytu "Ulica do zmiany" i na fali tego wydarzenia wybrałem się dzisiaj na wycieczkę rowerową celem zobaczenia ich wszystkich. Oczywiście zachęcam do głosowania na zapomnianą Kaszubską (link - nie trzeba nawet podawać maila).

Jadąc około 40 km przez Gdańsk zobaczyłem 10 ulic, które przeszły wstępną weryfikację. Wszystkie te ulice są plamą na wizerunku miasta. A skoro zobaczyłem te uliczki jednego dnia w ciągu około 3 godzin to mogę mieć zdanie na temat tego, które z nich wymagają natychmiastowej zmiany.

Ulice do zmiany na mapie. Klikalna mapa i wszystkie zdjęcia w archiwum: link

Na początek krótko i konkretnie - ulicom wystawiłem szkolne oceny, przyjmując że ulica to uczeń:

Klonowicza - 2 (pilnie wzywa się opiekunów na poważną rozmowę wychowawczą)
Wejhera - 3 (ulica pozostawiona sama sobie nieraz błądzi i popełnia błędy, duże zaległości)
Beniowskiego - 3 (ulica zaniedbana z dużymi zaległościami, konieczna pomoc)
Kaszubska - 3 (ulica nie rozwija się w tempie okolicy, konieczna wizyta w poradni)
Wieżycka - 3 (ulica mimo sporych zaległości jest zaniedbana)
Winnicka - 3 (konieczne korepetycje, możliwe ADHD)
Browarna/Olejarna - 3+ (konieczne uporządkowanie kilku spraw)
Mickiewicza - 3 (ulica mimo atrakcyjnego położenia nie spełnia oczekiwań)
Sobótki - 4- (jest kilka spraw do poprawy, ale możliwości są duże i w zasięgu)
de Gaulle'a - 4- (duże możliwości do osiągnięcia, ale to wymaga pracy)

Po pierwsze - absolutnie - ulica KLONOWICZA w Dolnym Wrzeszczu (dawna wieś Zaspa, potem po prostu Kolonie - czyli taki niemiecki, przedwojenny program Mieszkanie Plus). To są ogródki działkowe, które niepostrzeżenie przechodzą w zabudowę miejską. I co tu kryć słabo im to "przechodzenie w miasto" wychodzi. Już domki na ogródkach działkowych wraz z asfaltowymi drogami wyglądają lepiej niż północny skraj ulicy Klonowicza. 

Klonowicza - za plecami stadion - niesamowity kontrast.
To nie jest miejska ulica. Na Klonowicza czułem się jak w jakimś zupełnie innym mieście, a lepsze było by określenie na przedmieściach przeciętnego powiatowego miasta w Polsce. Kilka rodzajów nawierzchni, chodniki jak ser szwajcarski albo w ogóle ich nie ma. Tu trzeba działać (!) i każde działanie niech będzie impulsem do dalszych zmian.

Klonowicza
Inne ulice to typowe zaniedbania urzędnicze. Kiedyś pobudowano domy, zbudowano drogę tymczasową i... zapomniano o tym by dzieła dokończyć. Tak jest na Wieżyckiej, która nie korzysta z rozwoju okolicy i nadal jest brukowano-gruntową drogą wiejską w wielkim mieście.  Podobnie jest na Wejhera gdzie infrastruktura jest, ale nikt o nią nie dbał i dzisiaj jest karykaturą przyjaznej przestrzeni. Mamy tam chodnik, który służy jako miejsce do parkowania prawych kół samochodu. Typowy przykład aneksji chodnika przez samochody. Teraz ciężko będzie to naprawić bo każda zmiana wymaga radykalnych działań i pieniędzy. Problemem tej ulicy jest długość. Remont chodnika sporo by kosztował (ok 250 tyś?), konieczne były by też nasadzenia lub gazony, a to wszystko kosztuje.

Słabo wygląda przestrzeń na Beniowskiego gdzie mamy potencjalnie wygodny chodnik (asfalt!) po którym mogłoby się i wygodnie iść i wygodnie jechać wózkiem. Problem w tym, że służy ten chodnik do cumowania samochodów. Dramat - bo to bardzo łatwo naprawić, ale problem jest taki, że musieli byśmy mieć sprawną, dobrze opłacaną Straż Miejską...

Sama ulica Mickiewicza, która zapewne wygra ten plebiscyt, ma rzeczywiście spore możliwości. Uporządkowana mogła by być salonem Dolnego Wrzeszcza i przedłużeniem Wajdeloty. Jest jednocześnie spośród tych dziesięciu ulic, ulicą chyba najbardziej cywilizowaną. Najmniej zmian według mnie wymaga ulica Sobótki - to są naprawdę detale, może trochę sprawę utrudnia nieregularny przebieg uliczki, ale ta uliczka już jest ładna. Z tych dziesięciu ulic to ją remontował bym jako ostatnią. Przedostatnią remontował bym chyba de Gaulle'a - niewiele tam trzeba naprawić, zabezpieczyć chodniki, dodać trochę zieleni i już.

Oby każda z ulic doczekała przebudowy i działań.




2 lipca 2018

Trzy miejsca Trójmiasta do których rzadko trafia masowy turysta

Wracam do przewodnictwa, także jest szansa na więcej turystycznych wpisów opisujących "Jakie jest Trójmiasto?". Dzisiaj na szybko wymieniam trzy miejsca do których masowy turysta raczej nie trafia. Oczywiście wybór jest subiektywny.

Po pierwsze Gdańsk:

Turyści rzadko udają się do piwnic Hali Targowej w Gdańsku a szkoda! Schodząc schodami trafiamy do piwnic gdzie królują sklepy mięsne. Na środku natomiast mamy wyeksponowane relikty średniowiecznej świątyni dominikanów. Połączenie sacrum i profanum. Świątynia w sklepie, dawniej miejsce pełne pobożności, dzisiaj głośne od gwaru konsumentów. Dla zainteresowanych są obok tablice wyjaśniające odsłonięte kamienie. Dla chcących dowiedzieć się czegoś więcej polecam "Piwnicę Romańską" - malutkie muzeum pełne mroku i jednocześnie kolorowego światła. Wejście do niego znajduje się w drewnianych budkach na pobliskim targowisku. Dalej czeka nas wędrówka do 800-letnich podziemi, które dawniej były klasztorną jadalnią.



22 maja 2018

Rowerowy i technologiczny XXI wiek

Jeszcze w temacie rowerowania. To będzie taki krótki wpis-zdumienie.

Gdy miałem 12 lat to z wypiekami na twarzy analizowałem mapy marząc o podróżach za miasto. Ołówkiem kreśliłem na mapach przyszłe trasy wycieczek. Analizowałem poziomice co centymetr i potem rysowałem przekrój trasy. Pod tym względem dzisiaj jestem w siódmym niebie.

W komputerze mamy widok satelitarny każdej wsi w Polsce. Mapy mam dostępne na zawołanie. Do tego internet, GPS także trafił pod strzechy. To się w głowie nie mieści ile danych teraz jesteśmy w stanie mieć. Na przykład mogę narysować mapę miejsc które często odwiedzałem:


Kiedyś nad tą mapą ślęczał bym nocami. Teraz zrobił mi ją automat. Niesamowite.
Z tej mapy widzę, że muszę wsadzić rower do SKM i dalej z Wejherowa wracać do Gdańska przez Kaszuby. Mapy od kilku lat mam w kieszeni. Locus Map do turystyki rowerowej nadaje się świetnie.

Mogę też mieć mapę miejsc w których zrobiłem zdjęcie. Z katalogami, opisami, ze... wszystkim.

24 kwietnia 2018

Czy po Trójmieście wygodnie jeździ się rowerami?

Tak! Jazda rowerem po Trójmieście jest dużo przyjemniejsza niż w wielu innych dużych miastach w Polsce. Mamy kilka rozwiązań w mieście, których inni nam zazdroszczą. 

Drogi rowerowe zaczęły powstawać w Gdańsku "na poważnie" w początku XXI wieku. Pamiętam, że ze zdziwieniem patrzyłem na powstawanie dróg rowerowych w ciągu głównych ulic miasta. Myślałem, że droga rowerowa wzdłuż Alei Grunwaldzkiej to pomyłka, bo przecież jest to najgłośniejsza ulica w Gdańsku. Po latach doceniam jednak, że dzięki takim inwestycjom mamy w Gdańsku prawdziwą sieć dróg rowerowych. Nie ma tu mowy o fragmentaryzmie. To jest prawdziwa sieć przecinająca miasto w szerz i wzdłuż. 

To chyba najstarsze jeśli nie jedyne rondo rowerowe w Polsce. 

18 kwietnia 2018

Green Velo - nasz 7 dzień drogi - pojawia się różnorodność kulturowa

Rano dobre śniadanie w Zaciszu. Potem przejazd przez jarmarczne Okuninko z banerem "Prawdziwy Polski Kebab na tle Sobieskiego. 

Wieś tańczy i śpiewa

Po wczorajszych asfaltach na drodze wojewódzkiej postanowiłem unikać szlaku. Zaczęliśmy od unikania Grey Velo, które w okolicach lubuje się w asfaltach. 

Przedmieścia Włodawy

Przez las (piaski ze 3 razy trzeba było zejść z roweru, jechało się w większości ścieżką obok drogi) pojechaliśmy do Orchówka. Teraz wklejam moje niedawne odkrycie o tej wsi:


W Orchówku udaliśmy się na wieżę widokową z widokiem... na okolice i stamtąd dalej jechaliśmy po swojemu polnymi drogami do Włodawy. Bardzo ładny odcinek, ciągle słupki graniczne, do tego coraz bliżej wież świątyń włodawskich. Po drugiej stronie tego dnia była już Białoruś a nie Ukraina.


We Włodawie pokręciliśmy się między cerkwią kościołem rynkiem i synagogą i ruszyliśmy dalej. Trochę szkoda, że byliśmy tu tak krótko. Szkoda, że nie zwiedziliśmy np. synagogi. 
Zjedliśmy tu też obiad a ja byłem u drogiego fryzjera (opowieść taty, ze w powiatowych miasteczkach jest bardzo tanio wkładam między bajki).

Jechaliśmy dalej na północ. Wiało niemiłosiernie i mimo luksusowej wydzielonej asfaltowej rowerówki było ciężko.

Wiało tak, że jechaliśmy chyba 5-6 km/h. Do tego pojawiła się osławiona płotkoza. Akurat trochę ją rozumiem. Te rowy były głębokie.

Grey Velo opuściliśmy znów by zobaczyć Różankę. Wjeżdża się do niej przez ceglaną ledwo stojącą bramę i dalej jest jak w.... Danii.


Wiejski placyk z kilkudziesięcioma ławeczkami, kościół neogotycki ale jasny, obok darmowa toaleta i izba pamięci w organistówce.50 metrów dalej wieża widokowa z widokiem na Bug. Do tego tablica z historią wsi, która przez wieki była miastem.


Różanka to wieś, którą zapamiętałem. Bardzo miłe zaskoczenie. Dalej przyjemna wieś Stawki.

No i powrót na autostradę. Pagórki plus wiatr dały nam w kość i w Sławatyczach zakończyliśmy dzisiejszy etap. Po drodze zwiedziliśmy jeszcze cerkiew w Hannie. Dziwnie się zwiedzało z przewodnikiem, który nas ciągle obserwował. Cerkiew ciekawa.

Wieś Sławatycze jest naszą pierwszą wsią jak z obrazka o wschodniej Polsce. Po prawej cerkiew po lewej kościół katolicki. Przy sklepie stoi audi i gra ruski hit a pijak spod monopolowego po raz kolejny próbuje wsiąść na rower. Trochę piękno trochę straszno.

Cerkiew w Sławatyczach

Nocleg mimo, że przy ulicy okazał się bardzo czysty i przyjemny. Do tego przyjemnie było się przejść nad Bug.

Green Velo /szare grey velo/- dzień 6, czyli spotykamy "warszawkę"

Po noclegu a'la wczasy w PRL-u mieliśmy wiele wrażeń. 

To była niedziela bo byliśmy na mszy na dworze w Woli. Na początku wybraliśmy polną drogę wzdłuż Bugu zamiast szlaku GV. 

Plaża w Woli Uhruskiej
Z jednej strony dobrze bo widzieliśmy kąpielisko w Woli i wiejskie nadgraniczne krajobrazy. Z drugiej strony droga ta coraz bardziej przypominała łąkę a stare przekrzywione tabliczki zakaz wstępu teren prywatny, przebywanie grozi kalectwem lub śmiercią nie zachęcały do kontynuowania drogi.

Krajobrazy nad Bugiem. Droga polna zamieniała się coraz bardziej w łąkę.
No ale przeżyliśmy. 

Przed Starym Sutnem wróciliśmy niestety na szlak Green Velo który raczej można by nazwać Grey Velo albo jakoś podobnie. 


Liczyłem natężenie ruchu samochodowego: jeden samochód przejeżdżał tędy średnio co 15 sekund. Czyli przez 30 minut podróży minęło nas jakieś 120 aut. 

Przed Sobiborem w końcu odbiliśmy na lokalną drogę i można się było poczuć jak na wsi lub w lesie. Droga może i dziurawa jak ser szwajcarski ale w końcu można było pogadać i odpocząć od smrodu aut. 

Pomnik w Sobiborze

Dojechaliśmy do Sobiboru. Zeszliśmy z rowerów i zobaczyliśmy miejsce po obozie koncentracyjnym. Tu spotkaliśmy znowu naszych chełmskich znajomych chyba spod Starogardu. Sprezentowaliśmy im zapasową dętkę bo mieli różne przeboje. Ze zwiedzania zapamiętałem, że był to obóz, który niemal udało się Niemcom zataić. śladów rzeczywiście nie jest wiele. Na tablicach można było zobaczyć odkopane pamiątki m.in. naszyjnik z napisem "Ciechocinek".

Dalej czekała nas przyjemna droga przez lasy sobiborskie. Mi po głowie chodził plan zatrzymania się gdzieś tutaj na chociaż dwie noce. Tyle tu lasów, blisko Bug. Mogłoby być ciekawie. 

Przejeżdżaliśmy przez wieś Żłobek. Ciekawie wyglądały wystające kikuty bagienne.
Ciekawie wyglądały te odległe kikuty.

Odbiliśmy na czerwony szlak rowerowy i dojechaliśmy do Okuninka. Tu na pewno znajdzie się jakiś nocleg i jedzenie. Tylko, że po nocy okazało się, że jeśli szukacie tu ciszy i spokoju to uciekajcie stąd jak najdalej. Okuninko to jezioro-imprezownia. Połączenie Krynicy Morskiej i Zakopanego. Do tego płoty i elektroniczne cymbergaje.

W Okuninku ciszy nie znaleźliśmy. Było za to dużo tandety np. Prawdziwy Polski Kebab z Sobieskim.

Spaliśmy w "Zaciszu" podobno w pięknym pokoiku. Może i wyglądał nieźle, ale widać było, że wiele grzybów w pokoju było już zamalowywanych. Dobre było za to jedzenie. Tu także nie zostaniemy na dłużej. Jutro będziemy szukać dalej.

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...