Ostatnio "zwiedzam":

18 kwietnia 2018

Green Velo /szare grey velo/- dzień 6, czyli spotykamy "warszawkę"

Po noclegu a'la wczasy w PRL-u mieliśmy wiele wrażeń. 

To była niedziela bo byliśmy na mszy na dworze w Woli. Na początku wybraliśmy polną drogę wzdłuż Bugu zamiast szlaku GV. 

Plaża w Woli Uhruskiej
Z jednej strony dobrze bo widzieliśmy kąpielisko w Woli i wiejskie nadgraniczne krajobrazy. Z drugiej strony droga ta coraz bardziej przypominała łąkę a stare przekrzywione tabliczki zakaz wstępu teren prywatny, przebywanie grozi kalectwem lub śmiercią nie zachęcały do kontynuowania drogi.

Krajobrazy nad Bugiem. Droga polna zamieniała się coraz bardziej w łąkę.
No ale przeżyliśmy. 

Przed Starym Sutnem wróciliśmy niestety na szlak Green Velo który raczej można by nazwać Grey Velo albo jakoś podobnie. 


Liczyłem natężenie ruchu samochodowego: jeden samochód przejeżdżał tędy średnio co 15 sekund. Czyli przez 30 minut podróży minęło nas jakieś 120 aut. 

Przed Sobiborem w końcu odbiliśmy na lokalną drogę i można się było poczuć jak na wsi lub w lesie. Droga może i dziurawa jak ser szwajcarski ale w końcu można było pogadać i odpocząć od smrodu aut. 

Pomnik w Sobiborze

Dojechaliśmy do Sobiboru. Zeszliśmy z rowerów i zobaczyliśmy miejsce po obozie koncentracyjnym. Tu spotkaliśmy znowu naszych chełmskich znajomych chyba spod Starogardu. Sprezentowaliśmy im zapasową dętkę bo mieli różne przeboje. Ze zwiedzania zapamiętałem, że był to obóz, który niemal udało się Niemcom zataić. śladów rzeczywiście nie jest wiele. Na tablicach można było zobaczyć odkopane pamiątki m.in. naszyjnik z napisem "Ciechocinek".

Dalej czekała nas przyjemna droga przez lasy sobiborskie. Mi po głowie chodził plan zatrzymania się gdzieś tutaj na chociaż dwie noce. Tyle tu lasów, blisko Bug. Mogłoby być ciekawie. 

Przejeżdżaliśmy przez wieś Żłobek. Ciekawie wyglądały wystające kikuty bagienne.
Ciekawie wyglądały te odległe kikuty.

Odbiliśmy na czerwony szlak rowerowy i dojechaliśmy do Okuninka. Tu na pewno znajdzie się jakiś nocleg i jedzenie. Tylko, że po nocy okazało się, że jeśli szukacie tu ciszy i spokoju to uciekajcie stąd jak najdalej. Okuninko to jezioro-imprezownia. Połączenie Krynicy Morskiej i Zakopanego. Do tego płoty i elektroniczne cymbergaje.

W Okuninku ciszy nie znaleźliśmy. Było za to dużo tandety np. Prawdziwy Polski Kebab z Sobieskim.

Spaliśmy w "Zaciszu" podobno w pięknym pokoiku. Może i wyglądał nieźle, ale widać było, że wiele grzybów w pokoju było już zamalowywanych. Dobre było za to jedzenie. Tu także nie zostaniemy na dłużej. Jutro będziemy szukać dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za każdy komentarz dziękuję.

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...