Ostatnio "zwiedzam":

10 stycznia 2017

Green Velo - nasz 4 dzień jazdy, czyli przez górki Krasnegostawu

Wpis jest częścią opisu naszego wakacyjnego szlaku. Cała trasa i ogólne spojrzenie można znaleźć tu a fajną interaktywną mapkę z naszymi zdjęciami z trasy tu.

Po noclegu w Nawozie na Wyżynie Lubelskiej (dokładnie Padół Zamojski) udaliśmy się nad Zalew Nielisz. Z tej strony nie było tak malowniczo jak dzień wcześniej.

Zalew Nielisz i grobla

Początkowe kilometry wiodły w dół rzeki Wieprz lokalną asfaltową drogą. Sama rzeka, bardzo mocno tu meandrująca, schowała się jednak w krzakach. Na początku mijaliśmy pola tytoniu. Można też było dojrzeć małe suszarnie liści przy gospodarstwach. Widzieliśmy mnóstwo rolniczych scenek rodzajowych. My tu na wakacjach spokojnie pedałowaliśmy, a rolnicy pracowali w polu. Cerkwi i pięknych kościółków nie było były za to maliny, a potem za Krasnymstawem kukurydza.

Chyba najładniejszy odcinek tego dnia przed wsią Tarnogórą.

Krajobraz wydawał się rozłożysty, mimo że to nie Roztocze. Rozległa dolina Wieprzy dała okolicy mnóstwo terenu nadającego się dla rolnictwa. Najładniej było chyba przed wsią Tarnogóra. To co zaczęło nam jednak doskwierać to ciągłe zjazdy i podjazdy. Było ich minimum kilkanaście i mimo tego że jechaliśmy w dół rzeki to nasze nogi czuły się jak gdzieś na pagórkowatych Kaszubach. Po prostu droga "łapała" wszelkie dolinki małych dopływów Wieprza.

Do Krasnegostawu jechaliśmy przez Ostrzycę, Romanów i Dworzyska by ominąć górkę w Widniówce. Trudno powiedzieć, czy był to dobry wybór po podjazd przed samym miastem też był męczący, zwłaszcza, że nie był on pierwszy tego dnia.

Wjazd do Krasnegostawu był dość nudny. Przede wszystkim to wpierw wjeżdża się do Rońska, który jest częścią miasta, ale oddaloną od centrum o parę kilometrów. W dodatku droga rowerowa jedzie najpierw wzdłuż Żółkiewki a potem wzdłuż Wieprzy. Krasnystaw widać było z daleka. Prezentował się dumnie, gdyż jego najstarsza część z rynkiem jest położona na wzniesieniu. Także widzieliśmy miasto, a jednocześnie droga ta się nam mocno dłużyła.
Rynek w Krasnymstawie

Sam Krasnystaw to miasto, które ma potencjał. Ładny rynek, ciekawy układ miasta. Samo centrum widać, że po remoncie, jest przyjazne pieszym. Siedzieć tam jednak nie zamierzaliśmy. Jak dla nas "mieszczuchów" było tu za głośno. Hałas samochodów mimo wszystko nam przeszkadzał.

Trzeba było coś zjeść i jak to w naszej Polsce kochanej, byłoby to łatwe gdybyśmy jedli nasze tradycyjne kebaby i pizze. Na szczęście udało się znaleźć normalną restaurację w bocznej od rynku ulicy i tam odpoczęliśmy i zjedliśmy.

Za miastem czekał na nas spory podjazd. Potem ładna droga przez las. W oddali było widać zakłady przemysłowe Cersanit.  Z tego lasu natomiast ostro się zjeżdżało w dół. Także dzień jeśli chodzi o przekrój wysokości był jak najbardziej urozmaicony.

Najdłuższy tego dnia przejazd przez las.

Zaczął się niestety pojawiać problem ze znalezieniem jakiejś agroturystyki do przenocowania.
Po drodze nie było żadnego drogowskazu ani tabliczki z informacją o noclegach. No ale to jest życzliwy wschód! I już pierwsza zapytana o namiary na jakiś nocleg go nam zaproponowała! Od siebie dodam, że małżeństwo to fajna sprawa. Jakoś łatwiej ugościć taką parę niż stado "Lanców Armstrongów". I tak oto nocleg znaleźliśmy u pani Urszuli z Woli Siennickiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za każdy komentarz dziękuję.

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...