19 listopada 2016

Porażka za porażką, czyli wizje miasta dla ludzi w zderzeniu z naszą rzeczywistością

Wstęp:

Pamiętam kilka lat temu wziąłem udział w wykładzie Tomasza Rozwadowskiego pt. "Ekometropolia". Nie chodziło tam raczej o ekologię i rozwój rezerwatów przyrody w mieście, ale głównie o kwestie urbanistyczne i przyszły rozwój miast. Poruszono tam wiele problemów i pamiętam, że relacjonując ten wykład i dyskusję po wykładzie było o czym opowiadać.

   


Następne wykłady z tego cyklu odbyły się kilka miesięcy później. Pamiętam zwłaszcza krótki występ dziennikarza Krzysztofa Koprowskiego, który pokazywał na przykładach jak ciężkie jest życie pieszego w mieście i jak wiele przestrzeni publicznej jest zabierana przez samochody. 

 Od tej pory śledziłem wszelkie możliwe artykuły na te tematy. Zwłaszcza w naszym trójmiejskim kontekście. Czytałem fora tematyczne na skyscrappercity, dyskusje o rozbudowie dróg i linii tramwajowych oraz wszelkie artykuły dotyczące zrównoważonego rozwoju. W zeszłym roku przeczytałem jeszcze kilka książek Filipa Springera, które opisują nam brzydotę współczesnej Polski. Nie jest to brzydota rodem z PRL, ale brzydota, którą sami produkujemy zezwalając np. na budowę "Gołębiewskich" oraz zezwalając na budowę zamkniętych osiedli na obrzeżach miast oraz na stawianie bilbordów gdzie popadnie. Do tego doszły książki i wywiady uwielbianego przez niektórych Jana Gehla ("Miasto dla ludzi") oraz relacje z pobytu u nas i wykład Gila Penalosy.


 Z tego wszystkiego co opisałem powyżej wyłania się wizja miasta zrównoważonego. W skrócie chodzi tu o rozsądną politykę przestrzenną, która przede wszystkim sprzyja otwartości jej mieszkańców. Mieszkaniec miasta i jego aktywność są w centrum tych rozważań i koncepcji. Dużą wagę przywiązuje się też do systemu komunikacji, który faworyzować ma pieszych, rowerzystów oraz komunikację miejską. 

 Nasz Gdańsk, wedle tych koncepcji, nie jest na szczęście na przegranej pozycji. Miasto nawet wygrywa konkursy związane ze zrównoważonym rozwojem. Dużo inwestuje się u nas w komunikację miejską, dużo uwagi poświęca się rozbudowie dróg rowerowych. Niestety, jeszcze więcej jest do zrobienia. Inwestycje w komunikację miejską są potrzebne, ale zauważmy, że jeszcze więcej zainwestowano w rozwój dróg i obwodnic. Dziś Gdańsk ma m.in. obwodnicę południową, tunel pod Martwą Wisłą oraz szybkie połączenie z lotniskiem. Stąd mimo dużego wysiłku i budowy nowych linii tramwajowych oraz PKM okazuje się, że mieszkańcy w codziennej komunikacji wybierają własny samochód. Co gorsze w ciągu 7 lat liczba osób wybierających własny samochód wzrosła o 2 procent do poziomu 41. Liczba korzystających z komunikacji miejskiej spadła mocno bo o 6 procent do poziomu 32 procent (Gdańskie Badania Ruch - 2016). 

Także proszę zauważyć, że mimo dużych inwestycji w komunikację miejską spada (!) jej popularność. Jak dla nie odpowiedzią jest porównanie środków jakie inwestujemy w rozbudowę dróg ze środkami jakie przeznaczamy na komunikację miejską oraz w chodniki oraz skwery. 

Jeśli budowa Drogi Zielonej wraz z tunelem i tranzytową drogą przy Parku Reagana ma kosztować 2 mld złotych to porównajmy to z rocznymi wydatkami na transport zbiorowy w Gdańsku. Ta tranzytowa droga jest 6 razy droższa!

Ostatnio zauważyłem, że mimo chwalenia się miasta i mówieniu na prawo i lewo o zrównoważonym rozwoju niektóre działania idą w przeciwną stronę. I to są te tytułowe porażki. Pierwsza jest na polu ogólnomiejskim, druga dzielnicowym, a trzecia zupełnie lokalnym.

 Po pierwsze: 
-Droga Zielona (pseudo Bulwar Zielony)

Po prawej stronie ma powstać (!) droga tranzytowa na Warszawę

 Prace nad nią pomału, ale jednak posuwają się naprzód. Przy tym miasto gorączkowo szuka jej zwolenników na lewo i prawo (przedsiębiorcy, budowniczowie dróg, omamieni mieszkańcy, a nawet biskup). Z jednej strony mowa jest o zrównoważonym rozwoju, a przecież jest to zwykła budowa nowej szybkiej trasy, która ma wprowadzić do miasta kolejne potoki aut. Komunikacja miejska jest do tego projektu doklejona na siłę, nie ma jasnego przekazu, choćby którędy pojadą w przyszłości autobusy łączące Oliwę z Osową. Nie ma planów utworzenia przystanków przesiadkowych przy PKM. Jednym zdaniem nie jest to zrównoważony rozwój, ale rozwój motoryzacji, który doprowadzi po jego zbudowaniu do dalszej ucieczki ludzi od komunikacji miejskiej w stronę własnego samochodu.

 Po drugie: 
- niechęć do nowych przejść dla pieszych.


 Zaangażowałem się w sprawę najbliższego mi "nieistniejącego przejścia dla pieszych" w ciągu Al. Grunwaldzkiej. Więcej można przeczytać o nim tu [link]. Tam również odpowiedź Zarządu Dróg i Zieleni, które powołuje się głównie na tzw. Świętą Przepustowość. To przejście dla pieszych to nie jest "być albo nie być" dzielnicy. To tylko próba ulżenia najbardziej bezbronnym uczestnikom ruchu ulicznego, czyli pieszym. Wkleję tu moją wypowiedź dla portalu Stara Oliwa: 
Z jednej strony miasto zewsząd ogłasza zrównoważony rozwój, a z drugiej niektórzy urzędnicy cały czas rozumieją ten rozwój z perspektywy przedniej szyby samochodu. Za tym przejściem jest inwestor tego skrzyżowania (OBC), Rada Dzielnicy, pracownicy FEDERAL MOGUL BIMET i mieszkańcy. Zwolenników mógłbym wyliczać jeszcze wśród dyrekcji i nauczycieli pobliskiej szkoły oraz wśród pracowników biurowców. Przeciwko jest tylko ZDiZ oraz "Św. Przepustowość". Pod petycją za budową przejścia podpisało się 175 osób, większość tych podpisów zebrano w godzinę wśród pracowników FMB. My naprawdę nie walczymy o zakorkowanie Alei Grunwaldzkiej, ale m.in. o umożliwienie przejścia przez ruchliwą jezdnię dla kilkuset pracowników FMB. Nie musi to być przecież przejście jednoetapowe. Może być dwuetapowe! Sam ZDiZ pisze, że są możliwości wybudowania takiego przejścia. Jeśli chcemy by pracownicy biurowców i FMB przesiedli się na komunikację miejską to ułatwiajmy im życie skracając i ułatwiając im codzienną drogę. To przejście skróciłoby im drogę o prawie 300 metrów, nie mówiąc już o tym, że dotychczasowa droga między przystankiem a ich zakładem pracy prowadzi wzdłuż przekraczającej wszelkie normy hałasu "Alei" Grunwaldzkiej. Argument o małym natężeniu ruchu jest wg mnie chybiony. Logiczne jest, że po nieistniejącym przejściu dla pieszych nikt nie chodzi, ale to nie jest argument, żeby go nie budować. Obecna infrastruktura rzeczywiście promuje przyjazd pod drzwi fabryki samochodem. To właśnie doprowadziło nas na manowce i to trzeba zmienić. Chodnik zamienił się w pas do parkowania, trawniki w klepiska. Straż miejska mimo dwóch patroli dziennie nie jest w stanie przegonić łamiących przepisy. Wspieranie pieszych i komunikacji miejskiej to właśnie zrównoważony rozwój. Oczekuję zmiany stanowiska ZDiZ.
Po trzecie: 
- postępujące grodzenia osiedli w ramach miejskiego programu (nomem omen) "Wspólne Podwórko"

Zdjęcie już nieaktualne. I wzdłuż i w poprzek zdjęcia powstaną płoty. 

 Jest to dla mnie szczególnie bolesne bo dotyczy miejsca w którym mieszkam i mojej wspólnoty mieszkaniowej. Już roku temu dyskutowaliśmy z sąsiadami kilku wspólnot na temat tego jak uporządkować okolicę naszych 3-4 bloków. Po pierwsze udało się "przegonić" kierowców pobliskich biurowców wprowadzając na naszej ulicy strefę płatnego parkowania. Po drugie w ramach programu Wspólne Podwórko zrobiliśmy przy każdym bloku parkingi dla naszych samochodów. Cały teren będzie dodatkowo ogrodzony a na jego teren będą prowadzić bramy i furtki z domofonami. To byłem w stanie zaakceptować, mimo że nie jest to zgodne z ideą miasta otwartego (żywopłoty by w zupełności wystarczyły). Niestety okazało się, że jedne grodzenia powodują kolejne. W ten sposób nie tylko całe osiedle, ale również każdy oddzielny blok, będzie otoczony płotem. Próbowałem przekonywać sąsiadów, wydrukowałem im już rok temu analizę zalet i wad osiedli grodzonych. Polecałem książki Springera. Wskazywałem, że najgorszym rozwiązaniem jest tworzenie gett i klatek. Niestety argumenty populistyczne i najprostsze zwyciężyły. Ludzie marzą o płocie bo da on im złudne poczucie bezpieczeństwa oraz przegoni z podwórek biegające dzieci oraz luzem puszczone psy. Tym sposobem program "Wspólne Podwórko" stworzy nie wspólną przestrzeń dla zgodnego życia mieszkańców, ale podzieli osiedle na getta, więzienia i klatki.

Podsumowując:

 Na razie czuję, że w powyższych sprawach przegrywam 0-3. I myślę sobie: Ach ileż łatwiej byłoby machnąć na wszystko ręką i jedynie przyglądać się jak powstają nowe dwupasmowe drogi, płoty, nowe bezkolizyjne skrzyżowania i zamknięte osiedla. Na nich spokojnie , w ciszy rosłaby nie deptana przez nikogo trawa. Powstałoby piękne nowoczesne miasto - ale bez ludzi.

Korzystałem m.in z danych ze stron:
http://www.gdansk.pl/wiadomosci/Jaki-budzet-Gdanska-na-2017-rok-Na-co-zostana-przeznaczone-pieniadze-SZCZEGOLOWA-PREZENTACJA,a,64996
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Dlaczego-nie-dokonczymy-Trasy-Slowackiego-n94355.html

Polecam też poczytać artykuły, które można znaleźć .m.in pod tym adresem:
Jan Gehl - wiadomości i artukuły

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za każdy komentarz dziękuję.

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...